Klub Generałów Wojska Polskiego

Niekompetentne bezpieczeństwo.

gen. bryg. Marek Konrad Ojrzanowski 

Szereg decyzji podjętych w ostatnim czasie w zakresie obronności i rozwoju sił zbrojnych każe zastanowić się nad jakością procesu decyzyjnego w najwyższych władzach państwowych i rodzi wątpliwości co do trybu i kierunku wprowadzanych zmian. Oto w końcu lipca bieżącego roku prezydent Andrzej Duda podpisał postanowienie dotyczące określenia głównych kierunków rozwoju Sił Zbrojnych oraz ich przygotowań do obrony państwa na lata 2021 –  2035[1]. Szczegółów nie znamy, dokument jest tajny, jego novum to fakt, że po raz pierwszy obejmuje on 15 letni okres planistyczny, w miejsce dotychczasowego 10 letniego. Nie byłoby w tym nic szczególnego, taką perspektywę czasową narzucała przyjęta w ubiegłym roku nowelizacja ustawy o przebudowie i modernizacji technicznej oraz finansowaniu Sił Zbrojnych RP.  Postanowienie prezydenta stanowi podstawę do dalszych prac, w tym opracowania szczegółowych kierunków przebudowy i modernizacji technicznej, następnie Programu Rozwoju Sił Zbrojnych i finalnie Planu Modernizacji Technicznej.  Wątpliwości budzi natomiast to, że przecież w lutym bieżącego roku minister Obrony Narodowej chwalił się podpisaniem Planu Modernizacji Technicznej na lata 2017 – 2026, skrzętnie przemilczając przy tym fakt, ze zrobił to z dwuletnim opóźnieniem, w którym na pierwszym miejscu priorytetowym znalazł się zakup samolotów 5 generacji wrzucony tam po serii katastrof Migów-29[2]. Wcześniej, w opracowanej w maju 2017 r. Koncepcji Obrony RP powstałej na bazie ukończonego w tym samym roku Strategicznego Przeglądu Obronnego i obejmującego również 15 letnią perspektywę ( tym razem do roku 2032) nie było o tym mowy[3]. Minister ON zmienił dotychczasowy układ priorytetów pozyskiwania sprzętu stawiając pod znakiem zapytania dalszą realizację niektórych, a kluczowych programów dla systemu bezpieczeństwa państwa, jak np. pociski przeciwrakietowe czy nowe okręty dla Marynarki Wojennej.

Widzimy więc, że co kilka miesięcy zmieniają się koncepcje w głównych dla obronności i bezpieczeństwa państwa aspektach i na dobrą sprawę nie wiadomo, kto i w jakim zakresie podejmuje kluczowe decyzje i za nie odpowiada. Prezydent Duda wydając postanowienie w tak ważnej kwestii powinien się oprzeć na solidnej podstawie. Taką podstawą była zawsze strategia bezpieczeństwa. Ostatnia taka strategia pochodzi z 2014 roku[4] i obecne władze odrzuciły ją z zasady, jako pochodzącą z innej opcji politycznej tłumacząc, że straciła aktualność[5]. Nowej jednak nie przygotowano. BBN, co prawda poinformował, że opracował i w grudniu ubiegłego roku przekazał do MON rekomendacje do nowej strategii bezpieczeństwa[6] narodowego, ale od tamtej pory nie pojawiły się żadne wiadomości świadczące o podjęciu nad nią jakichkolwiek prac. Odnosi się wrażenie, że kluczowe decyzje podejmowane są ad hoc, pod wpływem impulsu albo gorzej, propagandowo – pijarowskiego zapotrzebowania partyjnego[7].

Sprawy bezpieczeństwa i obronności nie należą do łatwych. Wszak mają za zadanie przygotować całe państwo do jednego z najbardziej ekstremalnych i zagrażających jego bytowi zjawisku jakim jest wojna. Wojna zaś jest nieobliczalna, żeby móc w niej w jak najbardziej skutecznym stopniu funkcjonować, trzeba przed wprowadzeniem środków przemocy, których działanie zawsze przynosi trudne do przewidzenia skutki, rozpoznać mechanizmy jej działania na płaszczyźnie intelektualnej. Stąd od osób zajmujących się zawodowo sprawami bezpieczeństwa, obronności, wojska i zatem wojny, wymaga się najwyższych wartości kompetencji, doświadczenia, a przede wszystkim odpowiedzialności[8]. Tymczasem jesteśmy świadkami czegoś zupełnie przeciwnego. Wystarczy wejść na internetowe strony MON i BBN, aby stwierdzić, że kierownicze gremia tych instytucji robią wszystko, aby właśnie ukazać swoją niekompetencję. Strona Ministerstwa Obrony Narodowej poza fotografiami ministra i wiceministrów, kilkoma odnośnikami do formalnych struktur i kilkoma banalnymi informacjami, nie zawiera nic interesującego i wartościowego. Odnosi się wrażenie, że ministerstwo ON robi wszystko, aby właśnie pokazać jak najmniej informacji. Zniknęły ze strony informacje o rodzajach sił zbrojnych, uzbrojeniu, zniknęło również zestawienie służących aktualnie w wojsku generałów. Czyżby MON uważało te informacje za tajne, a ich pokazywanie, jak było przez długie lata wcześniej, za szkodliwe dla bezpieczeństwa Polski i jej sił zbrojnych? Jeszcze gorzej to wygląda na stronie Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Na czołówce strona zawiera zdawkowe i mało istotne informacje, natomiast realnym dowodem zapaści intelektualnej tej instytucji jest odnośnik do publikacji. Tam widzimy, że dotychczas sztandarowy i cieszący się dobrą opinią kwartalnik Bezpieczeństwo Narodowe ukazywał się regularnie do 2015 roku, po czym z kwartalnika stał się „dwuletnikiem”, wychodząc raz w 2016 roku i łącząc w sobie od razu cztery numery, a następnie w 2018 roku. Podobnie nad wyraz ubogie są pozostałe odnośniki. Jest to nieporównywalne obniżenie jakości w stosunku do portalu redagowanego przez poprzedni zespół. Tym samym jest to cios w wizerunek tej instytucji, która z założenia będąc organem doradczym Prezydenta RP i Rady Bezpieczeństwa Narodowego w zakresie strategicznych aspektów bezpieczeństwa wewnętrznego i zewnętrznego, jako analityczny think tank monitorujący wszelkie trendy w tym zakresie i przygotowujący określone materiały analityczne i prognostyczne dla wyżej wymienionych gremiów, w obecnie prezentowanej postaci to jedynie kompromitacja. Nie dość, że portal nie prezentuje żadnych analiz strategicznych, to wystąpił upadek prestiżowego i regularnie cyklicznego do tej pory magazynu, wśród publikacji natomiast znajdują się pozycje o….żołnierzach wyklętych[9]. To zaś stoi w jawnej sprzeczności z oficjalnymi zadaniami BBN, prezentowanymi zresztą w sąsiadującej zakładce. Jeżeli przy pomocy żołnierzy wyklętych BBN chce oceniać i analizować współczesne środowisko bezpieczeństwa państwa, to gratuluję pomysłu. Ale jak może być inaczej, skoro Prezydent  RP, Zwierzchnik Sił Zbrojnych, odpowiadający konstytucyjnie za bezpieczeństwo kraju sam to sankcjonuje[10]. Symptomatycznym potwierdzeniem zapaści intelektualnej BBN jest również znajdujące się na stronie pochodzące z ubiegłego roku opracowanie Podstawowe problemy modernizacji technicznej Wojsk Lądowych Sił Zbrojnych RP w perspektywie 2022 roku[11]. Jest to dobre merytorycznie opracowanie autorstwa Gawła Wiśniewskiego, jednak nie powinno być ono patronowane przez BBN. Autor swoje wiadomości, jak wynika z odnośników, czerpie z wydawnictw obcych, głównie z Nowej Techniki Wojskowej i Raportu WTO. A przecież powinno być odwrotnie – to właśnie te i inne wydawnictwa powinny pozyskiwać wiadomości i opierać się na miarodajnych i sprawdzanych informacjach pochodzących z renomowanego analitycznego organu jakim powinien być BBN. Powstaje od razu pytanie, po co utrzymywać rzesze pracowników w tej instytucji i nakłaniać czy zmuszać ich do pisania analiz, wystarczy zaprenumerować Nową Technikę Wojskową, Raport WTO oraz kilka innych i mieć praktycznie bezkosztowo gotowe i na dobrym poziomie opracowania.

W kwietniu 2018 roku, jak wspomniano wyżej, ukazał się kolejny numer tego periodyku[12] poświęcony w zasadniczej części ważnej dla obecnego kierownictwa organami bezpieczeństwa państwa kwestii reformy systemu kierowani i dowodzenia. Stąd też na okładce zamieszczono ogólny temat „Kierowanie i dowodzenie siłami zbrojnymi”.  Problematyką tą zajęło się trzech autorów: Paweł Soloch[13], Jarosław Kraszewski[14] i Adam Brzozowski[15]. Wszyscy usiłują uzasadnić konieczność wprowadzenia obecnej reformy na siłę poszukując jakiegoś poważnego uzasadnienia, wysuwane zaś argumenty mają charakter deklaratywny a nie merytoryczny, pełne są sprzeczności, przy tym raczej w rezultacie pokazują, że…. właśnie popierają obecny system kierowania i dowodzenia, co w sumie przybiera formę groteski.

Numer otwiera cytat – „Fragment wystąpienia Zwierzchnika Sił Zbrojnych Prezydenta RP Andrzeja Dudy podczas odprawy kierowniczej kadry MON i Sił Zbrojnych RP, Warszawa, 12 kwietnia 2017 r”.

(…) wyzwaniem stojącym przed nami jest wdrożenie nowych rozwiązań w zakresie systemu kierowania i dowodzenia siłami zbrojnymi szczebla strategicznego, operacyjnego i taktycznego czasu pokoju, kryzysu i wojny. (…) oczekuję, że nowy system kierowania i dowodzenia w maksymalnie skuteczny sposób zapewni zdolności do prowadzenia działań połączonych oraz kompatybilności ze strukturą dowodzenia NATO. Konieczne jest wyraźne wyodrębnienie szczebla operacyjnego, zwłaszcza na czas zagrożenia wojennego.

Już ten cytat, który zapewne w zamyśle autorów miał stanowić ukierunkowujące kredo dla ich tematycznych rozważań, w istocie pokazuje, że niestety, ale Zwierzchnik Sił Zbrojnych najwyraźniej nie wie o czym mówi. Przecież właśnie wprowadzona od początku roku 2014 reforma poprzez integrację strukturalną dotychczasowych odrębnych rodzajów sił zbrojnych zapewniała ich organizacyjną, planistyczną i operacyjną połączoność, pełną kompatybilność ze strukturami dowodzenia NATO oraz miała wyraźnie wyodrębniony szczebel operacyjny w postaci Dowództwa Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych, mającego funkcjonować nie tylko w czasie zagrożenia wojennego, ale podczas wojny jak i w czasie pokoju[16]. Nie trzeba było nic zmieniać. Tymczasem autorzy artykułów rozwijając twórczą myśl przełożonego w poszukiwaniu uzasadniających argumentów, w rezultacie trafiają przysłowiową kulą w płot.

Wszyscy trzej autorzy zapominają, a może celowo nie chcą przyjąć do wiadomości i jak ognia unikają przyznania, że postulowana przez nich reforma, nie jest w istocie żadną reformą, gdyż przecież ma na celu przywrócenie stanu sprzed poprzedniej reformy, czyli powrót do czasu przed 2014 rokiem, kiedy Sztab Generalny był najwyższym organem organizacyjnym Sił Zbrojnych „koordynującym wszelką ich działalność”, a więc dowodzącym, kierującym, planującym, realizującym i kontrolującym.  Same Siły Zbrojne podzielone były na odrębne cztery dowództwa, każde ze swoimi wewnętrznymi strukturami organizacyjnymi. Również struktury Ministerstwa Obrony Narodowej, departamenty i biura powielały te same odpowiedniki w Sztabie Generalnym, co skutkowało nadmiernym rozdrobnieniem i rozrostem biurokracji powodującą koncentrację w samej Warszawie około 20 procent stanu osobowego wojska przy permanentnych brakach w obsadzie w jednostkach wojskowych.

Jak pisze Paweł Soloch we wstępie[17], oficjalne stanowisko Biura Bezpieczeństwa Narodowego przedstawione zostało w artykule rozpoczynającym przedmiotowe wydanie. Na jego początku stwierdza on, że kluczowe powinno być rozdzielenie zadań o charakterze polityczno-strategicznym od zadań z bezpośrednim dowodzeniem operacją obronną[18]. Ale to przecież zapewniała poprzednia reforma. Sprawami polityczno-strategicznymi zajmować miał się szef Sztabu Generalnego jako organu sensu stricte planowania strategicznego (którego zawsze brakowało w naszych siłach zbrojnych), zaś od dowodzenia podczas pokoju, kryzysu i wojny był dowódca Dowództwa Operacyjnego RSZ. Dalej autor stwierdza, że w obecnie obowiązującym systemie rozdzielone zostały funkcje planowania, strategicznego przygotowania oraz utrzymywania i użycia Sił Zbrojnych RP między trzy organy: Szefa Sztabu Generalnego WP, Dowódcę Generalnego Rodzajów SZ i Dowódcę Operacyjnego Rodzajów SZ. Doprowadziło to do rozmycia odpowiedzialności, nakładania się uprawnień i potencjalnych sporów kompetencyjnych[19]. Jeżeli tak było, na co autor nie przedstawia żadnych dowodów, świadczy to jedynie o tym, że stojący na czele tych instytucji oficerowie nie zostali właściwie przygotowani do swoich zadań, nieumiejętnie je realizowali, a przy tym ich przełożeni widząc owe nieprawidłowości nie byli w stanie im się przeciwstawić. Istotą wprowadzonego rozdziału na trzy zasadnicze piony funkcjonalne było właśnie skonsolidowanie odpowiedzialności, sprecyzowanie uprawnień i wyeliminowanie sporów kompetencyjnych. Patrząc na funkcje tych trzech pionów, trudno uwierzyć, że takie nieprawidłowości mogły mieć miejsce. Szef Sztabu Generalnego, najstarszy rangą i doświadczeniem generał stał na czele sztabu, organu planowania strategicznego, który odciążony od spraw bieżących wypracowywał koncepcje i plany sięgające w przyszłość, będąc przy tym organem doradczym Prezydenta RP i reprezentantem polskich Sił Zbrojnych w organizacjach międzynarodowych jak NATO i UE. Dowódca Generalny RSZ dowodził na bieżąco całym wojskiem, a Dowódca Operacyjny RSZ opracowywał plany użycia wojska na czas pokoju, kryzysu i wojny, w tym również dotyczące ich użycia poza granicami kraju, i również nimi dowodził. Wszystko to jest jasne i klarowne. Gdzie więc tu miejsce na nieprawidłowości, które wymienia Soloch? To raczej świadczy o braku zrozumienia i umiejętności wykorzystania możliwości jakie dawał ten system, tak jakby uczniowi ze szkoły podstawowej dano do rozwiązania zadanie z trzeciej klasy liceum, nic dziwnego, że sobie nie poradzi.

Następnie autor twierdzi, że dodatkowo ograniczenie roli Szefa Sztabu Generalnego sprawiło, że najwyższy stopniem wojskowy w polskich siłach zbrojnych, pozbawiony funkcji dowódczych, nie może być równorzędnym partnerem dla swoich odpowiedników z państw NATO[20]. A niby dlaczego? W najpotężniejszej armii świata, w Stanach Zjednoczonych, szef Połączonego Sztabu nie ma żadnych kompetencji dowódczych. Nie mają ich również szefowie sztabów rodzajów sił zbrojnych. Wojskami dowodzą dowódcy regionalni – Combatant Commanders – odpowiednicy naszego Dowódcy Operacyjnego RSZ i dowódcy taktyczni w poszczególnych rodzajach sił zbrojnych – u nas pod jednolitym Dowództwem Generalnym RSZ (i przy okazji połączonym). Podobnie zresztą jest i w innych sojuszniczych armiach.

Te więc dwie przesłanki, konkluduje autor, stały się priorytetem dla Prezydenta RP i rządu do przeprowadzenia zmian w systemie dowodzenia i kierowania. Przesłanki jak widzimy fałszywe, więc i wynik owych zmian nie może przynieść pozytywnego efektu.

Autor informuje również o szeregu przedsięwzięć organizacyjnych w procesie przygotowania reformy podjętych w strukturach woskowych, BBN, spotkaniach prezydenta z głównodowodzącymi siłami NATO, w tym z gen. Curtisem Scaparottim, jak i wizytach kierownictwa BBN w najważniejszych dowództwach NATO. Można tylko wyrazić zdziwienie, że efektem owych spotkań stało się wyciągnięcie błędnych wniosków co do istoty i zasady funkcjonowania NATO i zbudowanie na nich uzasadnień usprawiedliwiających demontaż struktur służących właśnie umacnianiu interoperacyjności i współdziałania z sojuszniczymi siłami i strukturami[21]. Dowodem na powyższe jest przedstawiona w artykule propozycja powołania Dowództwa Sił Połączonych. Byłby to nowy twór, utworzony obok przywróconych dowództw rodzajów sił zbrojnych: dowództwa wojsk lądowych, sił powietrznych, marynarki wojennej, wojsk specjalnych i wojsk obrony terytorialnej, po rozwiązaniu obecnie istniejących Dowództw Generalnego i Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych. Czyli powrót do namnożenia tworów administracyjnych i to aż o 300 procent: z dwóch, do sześciu (sic!). Argumentami uzasadniającymi takie rozwiązanie są według autora, po pierwsze: zwiększenie zdolności w siłach zbrojnych do prowadzenia działań połączonych i po drugie: odciążenie powoływanego na czas wojny Naczelnego Dowódcy Sił Zbrojnych. Przy pierwszym z argumentów widać nadmierną, przeceniającą rolę jaką projektodawcy widzą w działaniach połączonych, jakby do tej pory w wojsku polskim takimi działaniami się nie zajmowano[22]. Tymczasem działania połączone to nic nowego, na wielką skalę były stosowane podczas II wojny światowej przez Niemców podczas blitzkriegu oraz przez Aliantów niemal we wszystkich operacjach, z Overlord na czele. Właśnie integracja rodzajów wojsk w jedno dowództwo generalne to nic innego, jak u podstaw planowanie i organizowanie takich działań już od najniższych szczebli, a dowodzenie wszystkimi rodzajami sił zbrojnych, czy też ich komponentami wydzielonymi do operacji przez Dowódcę Operacyjnego to przecież dowodzenie połączone. Po co więc tworzyć i mnożyć inne twory (dowództwa)? Podnoszona w drugim argumencie kwestia Naczelnego Dowódcy Sił Zbrojnych to oddzielna sprawa. Autor uważa, że na to stanowisko powinien być powołany szef Sztabu Generalnego, który oprócz swych dotychczasowych obowiązków, a jak widzieliśmy w nowym (w istocie starym) wariancie ma ich co niemiara, podczas wojny otrzymałby dodatkowe, jak koordynowanie przedsięwzięć wojskowych nie tylko w skali sił zbrojnych, ale także w skali całego państwa – włączając w to elementy systemu pozamilitarnego, a także wymiar sojuszniczy i międzynarodowy[23]. Byłoby to nic innego jak wrzucenie na barki jednego człowieka nadmiaru obowiązków, w sumie niemożliwych do wykonania. W ten sposób kończyłaby się jakakolwiek racjonalność a zaczynałyby się fikcja i wishful thinking – myślenie życzeniowe. Tymczasem w dotychczasowym rozwiązaniu funkcję Naczelnego Dowódcy Sił Zbrojnych obejmował Dowódca Operacyjny RSZ, a więc realizował po prostu swoje dotychczasowe obowiązki. Sprawy strategiczne, łączności pomiędzy władzami wojskowymi i cywilnymi, jak i niezbędnych konsultacji z NATO i innymi sojusznikami pozostawałyby jak dotychczas w gestii szefa Sztabu Generalnego[24].

Ciekawy jest jeszcze jeden argument, który Paweł Soloch przytacza za powołaniem Dowództwa Sił Połączonych. Pisze on mianowicie, że w wyniku szczytu NATO w Warszawie w 2016 roku, podjęto decyzję o ciągłej obecności sił sojuszniczych w Polsce, a stąd wynika potrzeba zapewnienia kompatybilności i interoperacyjności z siłami NATO, a więc konieczność utworzenia Dowództwa Sił Połączonych[25]. Paweł Soloch najwyraźniej zapomniał, że już 20 lat jesteśmy w NATO i takie zadania poszczególne jednostki WP otrzymywały dwie dekady wcześniej z terminem realizacji w ciągu kilkunastu miesięcy[26]. Pamiętamy również, że dążenie do kompatybilności i interoperacyjności było naczelnym celem powstałego cztery lata przed naszą akcesją do NATO programu Partnerstwo dla Pokoju. Obecnie do ich osiągania nie potrzeba dodatkowego dowództwa, jest to rutynowe zadanie dla każdego żołnierza.

Inaczej do problemu reformy kierowania i dowodzenia podchodzi kolejny autor[27]. W swoim artykule w większości powiela znane wiadomości z zakresu poziomów prowadzenia działań militarnych, natomiast samą istotę reformy sprowadza do potrzeby powstania Dowództwa Sił Połączonych. Przy tym argumenty, jakich używa do poparcia swej tezy, udowadniają w rezultacie potrzebę… zachowania obecnego Dowództwa Operacyjnego RSZ. Autor twierdzi, że konieczność utworzenia DSP wynika z uwarunkowań prowadzenia działań połączonych, które będą powszechnie miały taki charakter na poziomie operacyjnym[28], na którym będą odbywały się decydujące działania wojenne. Ich współczesna charakterystyka sprawia, że autor wsuwa kolejną tezę, mówiącą, że we współczesnych działaniach militarnych (zbrojnych) o powodzeniu decyduje nie tylko ilość, ale przede wszystkim jakość użytych narzędzi (sił i środków walki)[29]. To skądinąd słuszne stwierdzenie stoi w jawnej sprzeczności z tezą uświęcającą zakończony przez MON w 2017 r. Strategiczny Przegląd Obronny, który miał ukierunkować rozwój wojska na najbliższe 15 lat, mówiącą, że w przyjętej wizji zrywamy z fałszywym dylematem wyboru między jakością a ilością (…) gdyż wciąż istotny jest czynnik nasycenia pola walki[30]. W sumie jest to poważny dysonans w aspekcie postrzegania perspektywy rozwoju sił zbrojnych wśród decydentów z BBN i MON, świadczący co najmniej o braku koordynacji między tymi instytucjami. Aby go uniknąć, wskazówką może być historia sztuki wojennej, która dawno już ten dylemat rozstrzygnęła. Kraszewski następnie wymienia typowe zadania taktyczne w walce i na ich podstawie wyciąga wniosek, o konieczności poosiadania dowództwa odpowiedzialnego za ich realizację. Owo dowództwo wykonywałoby swoją funkcję dowodzenia w stosunku do sił realizujących zadania na terenie kraju (w tym reagowania kryzysowego i wsparcia administracji publicznej) oraz zadania poza granicami państwa (w tym realizowane przez Polskie Kontyngenty Wojskowe) na podstawie decyzji podjętych przez szczebel nadrzędny/strategiczny (SG WP)[31]. A to przecież nic innego jak zadania obecnego Dowództwa Operacyjnego RSZ. Otwarcie do tego zresztą przyznaje się sam autor pisząc dalej w konkluzji:

Dokonując analizy zadań, które realizuje obecnie Dowództwo Operacyjne RSZ, można sformułować tezę, że per analogia kluczowe z nich mogą być adoptowane do pakietu zadań realizowanych przez Dowództwo Sił Połączonych.

Należy zaliczyć do nich przede wszystkim zadania dotyczące:

– planowania i dowodzenia operacją połączoną – zadanie najważniejsze;

– narodowego dowodzenia Polskimi Kontyngentami Wojskowymi (PKW), nadzorowania szkolenia i gotowości sił wydzielonych do Sił Odpowiedzi NATO  SON) i Grup Bojowych Unii Europejskiej (GB UE);

– kierowania dyżurnymi siłami i środkami Zintegrowanego Systemu Rozpoznania Wojskowego (ZSRW);

– reagowania kryzysowego, w tym zapobiegania aktom terroru i ich skutkom oraz zwalczanie zagrożeń w powietrzu i na morzu[32].

Dalej autor wyciąga następujący wniosek: W związku z powyższym niezaprzeczalnym staję się fakt, że zasadniczym organem dowodzenia w strukturze SKiD, zdolnym do planowania i dowodzenia operacją połączoną (lub kilkoma operacjami) będzie właśnie Dowódca Sił Połączonych[33]. Kuriozum! Na podstawie zadań Dowództwa Operacyjnego RSZ Kraszewski chce powoływać inne dowództwo, wykonujące te same zadania tylko pod inną nazwą. Niestety rzeczywistości nie da się zmienić. Choćbyśmy nie wiem jak starali się ją interpretować wyszukując na siłę wygodne dla nas tłumaczenia, jej siła ciężkości sprowadzi zawsze na ziemię, pokazując przy tym, że sam manipulator nie mając nic konstruktywnego do zaoferowania w końcu łapie się we własne sidła.

Trzeci autor[34] analizujący potrzebę reformy kierowania i dowodzenia na tle dwóch poprzednich przedstawia odmienną i nieco poważniejszą  merytorycznie analizę. Wychodzi on z na pewno słusznego założenia, że wieloaspektowy rozwój współczesnych systemów walki w decydujący sposób wpływa na determinanty zmian również w systemach dowodzenia. Przytaczając założenia reformy wprowadzonej w 2014 r., w odróżnieniu od swoich dwóch poprzedników, jednoznacznie potwierdza jej pozytywny wpływ na uzyskanie efektu połączoności w procesie szkolenia i bieżącego funkcjonowania[35], czyli tego czynnika, który przez poprzedników był uważany jako istotny mankament i który właśnie stanowił główną przyczynę koniczności wprowadzenia obecnych zmian. Główny zarzut krytyczny w stosunku do poprzedniej reformy oparł autor na stwierdzeniu:

System dotychczasowych relacji i funkcji zastąpiono ówcześnie nieistniejącym w polskich uwarunkowaniach prawnych i doktrynalnych rozdziałem kompetencji między organy funkcyjne odpowiedzialne za: planowanie SZ (force planner), dowodzenie bieżące SZ (force provider) oraz dowodzenie operacyjne SZ (force user). W ten sposób zamiast usprawnić system dowodzenia, zdestabilizowano go na trzech podstawowych poziomach:

1. strategicznym – poprzez zastąpienie dotychczasowej kompetencji dowódczej Szefa Sztabu Generalnego WP relacją nadzorczą nad działalnością ogólną (bieżącą) i operacyjną SZ RP;

2. operacyjnym – poprzez de facto przekazanie kompetencji strategicznych  zamiast operacyjnych:

• Dowódcy Generalnemu RSZ, w wyniku podporządkowania mu Rodzajów Sił Zbrojnych (niemal całości SZ RP) bez kompetencji do kierowania ich działaniami w wymiarze operacyjnym;

• Dowódcy Operacyjnemu RSZ, w wyniku bezpośredniego podporządkowania  pod    Ministra Obrony Narodowej w zakresie operacyjnej działalności SZ RP z pominięciem strategicznego szczebla dowodzenia oraz przypisania mu funkcji kandydata na Naczelnego Dowódcę Sił Zbrojnych.

3. taktycznym – poprzez przyporządkowanie rodzajów sił zbrojnych (RSZ) inspektorom wyposażonym wyłącznie w kompetencje nadzorcze, a nie dowódcze (dowodzenia bieżącego i operacyjnego).

W efekcie, nastąpiła deregulacja kompetencji wojskowych organów dowodzenia, co dodatkowo skomplikowało rozwiązania dotyczące funkcjonowania Wojennego Systemu Dowodzenia, zarówno w ujęciu narodowym, jak i sojuszniczym[36].

Powyższy wywód może i brzmi poważnie i w zamyśle autora miał stanowić główny zarzut przeciwko obecnemu systemowi dowodzenia i kierowania w siłach zbrojnych, jednak równie dobrze może, odwrotnie, przemawiać na jego korzyść. Wystarczyłoby w pierwszym akapicie nieco zmodyfikować zdanie ukierunkowujące: „W ten sposób usprawniono system dowodzenia, umacniając go na trzech podstawowych poziomach”, co dalsze trzy uszczegóławiające punkty w niezmienionym brzmieniu w pełni by to potwierdziły.

Autor utrzymuje, że w polskich uwarunkowaniach prawnych i doktrynalnych nie istnieje w stosunku do sił zbrojnych podział na planowanie, dowodzenie bieżące i dowodzenie operacyjne. Jest to zwykła nieprawda i nie wiem na jakiej podstawie autor ją sformułował. Wystarczy przypomnieć sobie wszystkie kampanie historyczne od czasów Mieszka I, aby przyznać, że właśnie tak funkcjonują siły zbrojne, poza tym jest to przecież elementarna zasada zarządzania, według której działają wszelkie organizacje. Punkt pierwszy argumentacji mówi o zastąpieniu funkcji dowódczych szefa Sztabu Generalnego funkcjami nadzorczymi. Właśnie tak powinno być. Istota reformy z 2014 r polegała na uczynieniu ze Sztabu Generalnego organu planowania strategicznego, który odciążony od spraw bieżących mógłby się skupić na najważniejszym: planowaniu i myśleniu o przyszłości kreując konsekwentne plany rozwoju SZ na lata i dziesięciolecia, czego właśnie w „polskich uwarunkowaniach prawnych i doktrynalnych” nigdy nie było i co przysporzyło nam bezmiar klęsk, nieszczęść i upokorzeń do utraty niepodległości włącznie[37]. Punkt drugi czyni zarzut z braku kompetencji Dowódcy Generalnego RSZ do kierowania działaniami w wymiarze operacyjnym. Ale właśnie tak powinno być, od tego jest przecież Dowódca Operacyjny RSZ, zaś Dowódca Generalny RSZ powinien się zająć szkoleniem, wyposażeniem i wszelką działalnością bieżącą wojska. Kolejny zarzut dotyczy przekazania kompetencji strategicznych Dowódcy Operacyjnemu RSZ. Stan obecny zakładał, że dowódca ten na wypadek wojny będzie również Naczelnym Dowódcą Sił Zbrojnych, czyli właśnie będzie realizował kompetencje strategiczne. Nic przy tym nie stoi na przeszkodzie, aby na czas pokoju był podporządkowany ministrowi obrony narodowej, jak zresztą zgodnie konstytucją są całe siły zbrojne. Punkt trzeci zarzuca brak kompetencji dowódczych inspektorom RSZ a jedynie nadzorcze. Nie są im potrzebne, od dowodzenia są dowódcy na wszystkich szczeblach taktycznych i operacyjnych.

Autor konkluduje, że w efekcie nastąpiła „deregulacja kompetencji (…) w ujęciu narodowym i międzynarodowym”[38]. Jeżeli tak się stało, to powtarzam, w ujęciu krajowym świadczy to braku kompetencji poszczególnych osób funkcyjnych, które po prostu nie dorosły do sprawowanej przez siebie funkcji, w pierwszej kolejności ministra obrony narodowej. Natomiast w ujęciu międzynarodowym ten zarzut jest całkowicie bezpodstawny, ponieważ w taki właśnie sposób funkcjonuje całe NATO z jego główną siłą militarną, armią Stanów Zjednoczonych na czele.

Autor wymienia też „komplikacje dotyczące Wojennego Systemu Dowodzenia”[39]. I znów, przecież chodzi o to, aby nie było żadnego WSyD, aby funkcjonujący system dowodzenia w czasie pokoju był tożsamy z działającym w czasie kryzysu i wojny. Ten zimnowojenny relikt został już dawano wyrugowany z systemów dowodzenia w NATO.

Jeszcze jedna dość symptomatyczna kwestia wymaga wyjaśnienia. Zarówno ten autor jak i wielu innych jak mantrę powtarzają zarzut, o rzekomym podważaniu przez obecny system kierowania i dowodzenia zasady jednoosobowego dowodzenia i dogmatu „dowodzisz – szkolisz – odpowiadasz”[40].  Przecież nic takiego reforma nie wprowadziła. Od dowódcy drużyny do Naczelnego Dowódcy Sił Zbrojnych obowiązuje w całej rozciągłości jednoosobowe dowodzenie i to we wszystkich stanach – pokoju, kryzysu i wojny. Również nikt nie eliminuje dogmatu „dowodzisz – szkolisz- odpowiadasz”. Jest to akurat slogan- szyld służący maskowaniu rzeczywistości. Najlepiej sprawdzał się on na najniższych szczeblach dowodzenia – do kompanii, gdyż na wyższych, występuje już wiele spraw niezależnych od danego dowódcy. Również na niższych szczeblach może on się sprawdzić jedynie w przypadku, gdy przełożony zapewni podwładnemu właściwe ku temu warunki, przede wszystkim: pełne ukompletowanie w ludziach i sprzęcie, pełne zabezpieczenie materiałowe i przydział obiektów szkoleniowych, pełną i pewną realizację planu szkolenia. Kto służył w jednostce wojskowej, ten wie, jakie z tym zawsze były problemy i to już od najniższych szczebli dowodzenia.

W artykule znalazło się również zdanie, które trudno zrozumieć: w procesie implementacji założeń reformy nie zachowano proporcji pomiędzy złożonością systemu kierowania i dowodzenia a wielkością zawodowych Sił Zbrojnych RP[41]. O jakie proporcje chodzi? Przecież reforma zmniejszyła „złożoność systemu dowodzenia i kierowania” redukując siedem dotychczasowych dowództw do trzech, tym samym zmniejszając proporcje struktur biurokratycznych – skądinąd niezmiernie dla nich podatnych zawodowych sił zbrojnych – do stanów osobowych w jednostkach wojskowych[42].

Podsumowując, żaden z trzech autorów nie przedstawił rzetelnych argumentów uzasadniających rezygnację z obecnego, nowego systemu kierowania i dowodzenia i przejścia do poprzedniego, który funkcjonował w prawie niezmienionym kształcie od zakończenia II wojny światowej i w żaden sposób nie przystawał do obecnej rzeczywistości. Podawane rozwiązania nie prowadzą do polepszenia sytuacji, tylko poprzez powrót do starego systemu, do jej wyraźnego pogorszenia, gdyż jak sam stwierdził Adam Brzozowski: Nowy system rozwiązał tylko problem braku połączoności w szkoleniu RSZ, a więc jeden z wielu istniejących dysfunkcji kierowania i dowodzenia SZ RP. Reszta została niezmieniona, bez rozwiązań lub jeszcze bardziej skomplikowana[43]. Nie wiem czy ten autor, podobnie jak i poprzedni, mieli świadomość, że sami sobie zaprzeczają. Na pewno natomiast pokazuje to, że z braku merytorycznych argumentów negują dotychczasowy stan na zasadzie nie bo nie, wyszukując przy tym na siłę uzasadnień, tak niemerytorycznych i nieadekwatnych do tematu, jak i przeczących zdrowemu rozsądkowi[44]. Wyraźnie to infantylne i nie pasuje do poważnej z założenia instytucji jakim jest (a może już był) BBN. Ale cóż, jak mówi stare przysłowie –z pustego i Salomon nie naleje.

Również żaden z autorów dwuletnika Bezpieczeństwa Narodowego nie wspomniał i nie nawiązał do autora poprzedniej reformy gen. prof. Stanisława Kozieja i do żądnej z jego wielu publikacji na ten temat, co wypadałoby uczynić z chociażby z elementarnego wymogu merytorycznego. Żaden z nich również nie podjął najmniejszej choćby próby polemiki z przytaczanymi przez niego argumentami. Przyczyna jest prosta: każdy z argumentów, którymi posługiwali się trzej cytowani autorzy nie dorównywał jakościowo argumentom S. Kozieja i byłby przez niego z łatwością podważony.

Reformie z 2014 roku nie dano szansy dojrzeć i okrzepnąć, przede wszystkim z braku zrozumienia jej istoty przez najwyższych funkcyjnych w Ministerstwie Obrony Narodowej.  A przecież miała ona z założenia usprawnić kierowanie i dowodzenie wojskiem i umocnić cywilną kontrolą nad armią. Minister obrony miałby trzech równorzędnych podwładnych: szefa Sztabu Generalnego i dowódców Dowództw Generalnego i Operacyjnego RSZ. Przy czym ranga starszeństwa przypadałoby szefowi SG i on miałby jako jedyny w WP stopień wojskowy generała – cztery gwiazdki. Jako strategiczny planista, prawa ręka ministra ON, doradca Zwierzchnika Sił Zbrojnych, jak trzeba również i premiera i Rady Bezpieczeństwa Narodowego, byłby ogniwem łączącym siły zbrojne z władzami politycznymi. Również jako CHOD (Chief of Defence – Szef Obrony) reprezentowałby polskie siły zbrojne na arenie międzynarodowej –  w gremiach NATO, UE, ONZ i innych. Pozostali dwaj dowódcy, w randze generałów broni (trzy gwiazdki) wszystkie swoje najważniejsze decyzje uzgadnialiby właśnie z nim, który również były dla nich mentorem i starszym kolegą. Minister ON swoje decyzje bezpośrednio dotyczące sił zbrojnych konsultowałby i uzgadniał z szefem SG. Zastrzeżenia o rozmyciu odpowiedzialności, „rywalizacji o wpływy” czy „podatności na relacje interpersonalne” brzmią niepoważnie. Zdrowy i właściwie funkcjonujący system doboru kadr zapewniłby obsadę na tych kluczowych dla sił zbrojnych stanowiskach przez doświadczonych, kompetentnych, a przede wszystkim odpowiedzialnych oficerów. W toku wypełniania obowiązków służbowych kierowaliby się dobrem wojska i umacnianiem jego zdolności bojowej oraz interesem kraju. W armii Stanów Zjednoczonych w jednym czasie służy kilkunastu najwyższych stopniem generałów (admirałów) – czterogwiazdkowych, o równorzędnym statusie, a przecież nikt nie podważa autorytetu CHODA – szefa Połączonych Sztabów, będącego równocześnie doradcą prezydenta w sprawach wojskowych.  Owszem, taki system wymagałby wysokich kwalifikacji i postawy etyczno-zawodowej przede wszystkim od ministra Obrony Narodowej. Nie powinien to być jedynie przedstawiciel partii rządzącej tylko z jej nadania sprawujący tę funkcję. Osoba na tym stanowisku powinna mieć wiedzę o funkcjonowaniu wojska w skali wewnętrznej – krajowej oraz zewnętrznej – międzynarodowej i również darzyć szacunkiem żołnierzy, którzy do swoich stanowisk, godności i stopni wojskowych dochodzili po latach doświadczeń, czasochłonnych i kosztownych szkoleń oraz wyrzeczeń rodzinnych. Jeżeli natomiast stanowisko to obejmuje urzędnik partyjny mający za cel wypełnienie przy pomocy stanowiska swojego własnego, partyjnego lub politycznego interesu, albo uprawiający awanturnictwo polityczne, to będziemy mieli to co mamy. Rzesze doświadczonych generałów i merytorycznych oficerów opuściło wojsko, w ich miejsce wyznaczani na zasadzie selekcji negatywnej i pośpiesznie awansowani z pominięciem normalnej ścieżki kadrowej następcy, nie rozumieją uwarunkowań wojska i jego potrzeb, przy tym łatwo są manipulowani przez jeszcze bardziej dyletanckich urzędników cywilnych.

Optymistycznego zakończenia nie będzie. Rządzący biorą się ze społeczeństwa, a ono swoimi głosami wybiera spośród siebie do rządzenia elitę. I ta elita, powinna mieć  świadomość zwiększonych oczekiwań w stosunku do siebie ze strony tych, którzy ją wybrali. Legitymacja do rządzenia zobowiązuje. Jeżeli rządzący nie reprezentują z różnych względów adekwatnych do swoich stanowisk przymiotów, powinni przynajmniej mieć jedną cechę: odpowiedzialność. Jej deficyt właśnie u elit, zarówno w wymiarze indywidualnym jak i państwowym, wielokrotnie doprowadził cały naród do katastrofy.  Największym zagrożeniem dla Polaków, są sami Polacy, tym kasandrycznym stwierdzeniem starał się przestrzec rodaków Jan Nowak-Jeziorański. Ale czy nie miał racji? 200 lat wcześniej największy teoretyk wojskowości Karl von Clausewitz pisząc o rozbiorach Polski tak charakteryzował Polaków: Ich nikczemne obyczaje państwowe i niezmierzona lekkomyślność szły ręka w rękę i w ten sposób pędzili w przepaść[45]. Niewiele od tej opinii odbiega ocena jaką wystawił rodakom jeden z twórców polskiej niepodległości w 1918 roku Roman Dmowski, za specyficznie narodowe uwarunkowania uznając między innymi tak powszechne w Polsce lenistwo myśli, (…) niezdolność czy też niechęć do głębszego wejrzenia w stan kraju, (…) niezdawanie sobie sprawy ze współczesnej rzeczywistości, a stąd operowanie fałszywymi przesłankami, karmienie się fikcjami[46].Roman Kuźniar w III Rzeczypospolitej widział postępujące karlenie kultury politycznej i obyczajów klasy politycznej oraz zupełną atrofię w jej działalności takich wartości jak prawda, honor, przyzwoitość[47]. Brzmi znajomo? Niestety tak, mamy to obecnie na co dzień. Nie wyciągamy wniosków z przeszłości, lekceważymy narodowe tragedie i na oślep brniemy w otchłań. Jakie piękne samobójstwo[48] – może realnie dla nas stać się faktem.

———————————-

[2] Rafał Lesiecki, 185 mld zł na modernizację techniczną wojska. W planach do 2026 r. m.in. Harpia, Kruk i Narew. https://www.defence24.pl/185-mld-zl-na-modernizacje-techniczna-wojska-do-2026-r-jest-nowy-plan Dostęp 2.08.2019 r.

[3] Koncepcja Obronna Rzeczypospolitej Polskiej, wyd. MON, maj 2017.

[4] Strategia Bezpieczeństwa Narodowego Rzeczypospolitej Polskiej, Warszawa 2014.

[5] Głównym powodem utraty aktualności przez tę Strategię, był wielokrotnie podawany przez polityków PiS argument, że Strategia nie przewidziała agresji Rosji na Ukrainę. Przykładem może być wywiad przeprowadzony przez Macieja Miłosza z Antonim Macierewiczem w Dzienniku Gazeta Prawna w dn. 15.04.2019 r., w którym polityk ten stwierdza: W końcu 2014 r., na kilka miesięcy przed rosyjskim atakiem na Krym prezydent Bronisław Komorowski i gen. Stanisław Koziej publikują „Strategię Bezpieczeństwa Narodowego Rzeczypospolitej Polskiej” i m.in. stwierdzają, że w Europie przez najbliższe 20 lat nie będzie wojny, a Rosja może stać się naszym sojusznikiem! Tymczasem w Strategii nic takiego nie ma, a Macierewicz, podobnie jak wielu innych przypadkach (np. Minstrale sprzedane przez Egipt za 1 dolara Rosji), po prostu konfabuluje. Cały wywiad zresztą pokazuje stopień wypaczenia poglądów tego polityka, w których rzeczywistość odbija się jak w krzywym zwierciadle.

[7] Niestety w tę kategorię wpisuje się dokładnie czerwcowa zapowiedź prezydenta RP o zakupie w USA 32 myśliwców F-35, niemająca nic wspólnego z realnymi potrzebami obronności kraju.

[8] Poświadcza to mnogość literatury przedmiotu na czele z Sun Tsu i Karlem von Clausewitz.

[9] Na przykład: Zapomniani Wyklęci. Sylwetki żołnierzy powojennej konspiracji antykomunistycznej i Ostatni komendanci, ostatni żołnierze. 1951-1963. – Wydanie drugie, uzupełnione, w obu przypadkach ze słowem wstępnym prezydenta Andrzeja Dudy.

[10] Konstytucji RP, art. 126 ust. 2: Prezydent Rzeczypospolitej czuwa nad przestrzeganiem Konstytucji, stoi na straży suwerenności i bezpieczeństwa państwa oraz nienaruszalności i niepodzielności jego terytorium.

[13] Paweł Soloch – Wstęp i Nowy system kierowania i dowodzenia Siłami Zbrojnymi RP, s. 13 i 15.

[14] Jarosław Kraszewski – Operacyjny poziom działań militarnych – implikacje dla systemu kierowani i dowodzenia Siłami Zbrojnymi RP, s. 21.

[15] Adam Brzozowski – Uwarunkowania i wyznaczniki reformy systemu kierowania i dowodzenia Siłami Zbrojnymi RP, s. 39.

[16] Dogłębną analizę krytyczną wprowadzanej przez obecne władze swojej reformy systemu kierowania i dowodzenia przedstawił sam autor poprzedniej reformy gen. prof. Stanisław Koziej w dwuczęściowym opracowaniu zamieszczonym przez portal Defence24.pl: cz. I. https://www.defence24.pl/skid-po-kontrreformie-kontekst-konstytucyjny-panstwowy-i-wojskowy-cz1  i cz. II https://www.defence24.pl/skid-po-kontrreformie-kontekst-konstytucyjny-panstwowy-i-wojskowy-cz2-wnioski Dostęp w obu przypadkach 7.01.2019 r. Trzeba rzeczywiście wykazać się wyjątkowo złą wolą albo być kompletnym ignorantem w sprawach wojskowych (co akurat w większości przypadków dla polskich polityków jest normą, natomiast nie przystoi zawodowym wojskowym), aby nie zgodzić się z klarownie i rzeczowo wyłożonymi argumentami autora i popartymi bogatym materiałem źródłowym.

[17] Bezpieczeństwo Narodowe, op. cit., s. 13. Przy okazji Paweł Soloch uporczywie, nie bacząc na fakty, nazywa to wydawnictwo kwartalnikiem.

[18] Ibidem, s. 15.

[19] Ibidem.

[20] Ibidem.

[21] Służąc w latach 2005 – 2006 w IMS w KG NATO w Brukseli (International Military Staff – Międzynarodowy Sztab Wojskowy) i w latach 2008  – 2011 w ACT w Norfolk, USA (Allied Command Transformation) również odwiedziłem najważniejsze dowództwa NATO. Również miałem okazję spotkać się z sojuszniczymi dowódcami, w tym m.in. z gen. Curtisem Scaparottim, z którym w 2003 r. w Iraku planowaliśmy wspólnie operację wojskową w Karbali. Był on wówczas zastępcą dowódcy 1 DPanc, ja dowódcą 1 BCT (Brigade Combat Team – brygadowy zespół bojowy) utworzonego na bazie 12 BZ. Podczas pracy w ACT często spotykałem się gen. Jamesem Mattisem, dowódcą ACT, późniejszym sekretarzem obrony u prezydenta Donalda Trumpa. Z tych stanowisk mam bagaż doświadczeń i wniosków, zupełnie odmienny od prezentowanych przez autorów z BBN.

[22] Kompleksową analizę operacji połączonych wraz z ich uwarunkowaniami zawiera praca Mariusza Wiatra Operacje połączone. Wyd. Adam Marszałek, Toruń 2006 r.

[23] P. Soloch, op. cit., s. 17

[24] Z racjonalną organizacji pracy były u nas zawsze problemy. Kilka lat temu byłem w gabinecie szefa Sztabu Generalnego, którego nie było widać zza stosu teczek z dokumentami na biurku. On musiał je przeczytać i zadekretować, co zajmowało mu niejednokrotnie czas do świtu, przy tym rzesze pracowników w podległych komórkach musiały również siedzieć i oczekiwać na dekretacje, czy ewentualne pytania, które szef SG mógł zadać i zadawał. W NATO pracowano zupełnie inaczej. Dokumenty według kompetencji rozdzielała kancelaria, do dowódcy, szefa, czy ogólnie decydenta, trafiało kilka, ale najwyższej wagi. Następnie na ustalonych odprawach koordynacyjnych sztab informował dowódcę o podjętych działaniach, lub przedstawiał konkretne propozycję do akceptacji. Nikt nie ślęczał po nocach, a co piątek w godzinę po lunchu organizowano „happy hours”, po którym personel rozjeżdżał się na weekend.

[25] P. Soloch, op.cit., s. 18 – 19.

[26] Dobrze pamiętam jak zaraz po akcesji do polskich sztabów przyjeżdżały ekipy oficerów z NATO z tasiemcowymi i drobiazgowo opracowanymi przez nich harmonogramami, gdyż my nie mieliśmy wtedy o tym zielonego pojęcia. Obejmowały one kompleksowy zakres czynności w poszczególnych jednostkach wojskowych niezbędnych do osiągniecia interoperacyjności i kompatybilności. Okresy w nich zawarte zasadniczo nie przekraczały trzech lat.

[27] Jarosław Kraszewski, op. cit., s. 21.

[28] Omawiając ten poziom działań wojennych, przy okazji autor ubolewa nad mętlikiem pojęciowym jaki w polskiej terminologii wojskowej sprawiła trudność właściwego zrozumienia angielskiego rzeczownika operations. Trzeba się z tym zgodzić, chociaż trudno zrozumieć. Przecież nigdy u nas nie brakowało słowników języka angielskiego.

[29] J. Kraszewski, op. cit. s. 31.

[30] Tomasz Szatkowski, Pełnomocnik Ministra Obrony Narodowej ds. Strategicznego Przeglądu Obronnego, Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Obrony Narodowej, Koncepcja Obronna Rzeczypospolitej Polskiej, wyd. MON 2017, s. 14.

[31] J. Kraszewski, op. cit. s. 35.

[32] Ibidem.

[33] Ibidem, s. 35 – 36.

[34] Adam Brzozowski, s. 39.

[35] A. Brzozowski, ibidem s. 40.

[36] Ibidem s. 40 – 41.

[37] Dobrą analizę przyczyn takiego stanu rzeczy daje Roman Kuźniar w Polityka i siła. Studia strategiczne – zarys problematyki, w Rozdziale XI. Tradycja myśli strategicznej w Polsce. Wyd. Naukowe SCHOLAR, Warszawa 2006, s. 311.

[38] A. Brzozowski, op. cit., s. 41.

[39] Ibidem.

[40] Ibidem s. 43.

[41] Ibidem, s. 40.

[42] Oficerowie amerykańscy w nieformalnych rozmowach często zwracali uwagę na dwie sprawy, które, jak wynika, wyraźnie musiały im się rzucać w oczy. Po pierwsze: wiele uregulowań prawnych dotyczących naszych sił zbrojnych ma nieadekwatne umocowanie w wyższych aktach prawnych (sejmowych, rządowych), które normalnie powinny znajdować się w kompetencjach dowódców wojskowych, co w sumie utrudnia, a czasem wręcz uniemożliwia efektywne kierowanie wojskiem. Po drugie: za przykład skutecznego funkcjonowania wojska podawali US Marine Corps (korpus Marines), który licząc ok. 150 tys. osób i dysponując wszystkimi rodzajami sił zbrojnych, podobny był do polskiego wojska, stąd mógłby stanowić dla nas pewien przykład.

[43] A. Brzozowski,op. cit.,  s. 41.

[44] Zdrowy rozsądek zawsze był ceniony w NATO. Przypominam sobie, jak w 2001 roku na zakończenie jednej z konferencji przygotowującej do pierwszego dużego ćwiczenia NATO, w którym brało udział nasze wojsko Strong Resolve 2002, szef sztabu 12 DZ zwrócił się z pytaniem do niemieckiego pułkownika dającego wytyczne do następnej konferencji, co z sobą na nią zabrać. Na to podnosząc głowę z nad swojego laptopa norweski kapitan odpowiedział: Common sense gentlemen, common sense! (Zdrowy rozsądek panowie, zdrowy rozsądek!). Marek K. Ojrzanowski, Baczność!.. Spocznij! Meandry i wyzwania. Warszawska Firma Wydawnicza, Warszawa 2013, s.700. Widać już wtedy NATO postrzegało nas jako niepoprawnych fantastów.

[45] Karl von Clausewitz, O wojnie, Wyd. „Tekst”, Lublin 1995, s. 449.

[46] Roman Dmowski, Polityka polska i odbudowanie państwa, t. I. Instytut Wydawniczy „PAX”, Warszawa 1989, s. 88.

[47] R. Kużniar, Polityka…., op. cit., s. 338.

[48] Rafał A. Ziemkiewicz, Jakie piękne samobójstwo. Wyd. Fabryka Słów, Lublin 2014.

*           *           *

O autorze.

Autor jest absolwentem kilku uczelni wojskowych w kraju i za granicą. W latach 1969–1973 studiował w Wyższej Szkole Oficerska Wojsk Rakietowych i Artylerii w Toruniu.  W 1982 roku ukończył Akademię Sztabu Generalnego w Warszawie i uzyskał tytuł oficera dyplomowanego. W 1992 roku . W 1998 w Akademii Obrony Narodowej ukończył kurs taktyczno-operacyjny integracji z NATO. W latach 1999-2000 studiował w Akademii Wojennej Wojsk Lądowych Stanów Zjednoczonych w Carlisle.

Pełnił szereg odpowiedzialnych funkcji, m.in.:

  • dowódca 2 pułk artylerii (1990-1992)
  • szef artylerii 12 Dywizji Zmechanizowanej (1992-1995) i (1996-1997)
  • dowódca Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Libanie (1997-1998)
  • zastępca szefa sztabu POW ds. organizacyjno-mobilizacyjnych (2000-2001)
  • szef Zarządu Operacji Lądowych w Dowództwie Wojsk Lądowych (2002)
  • dowódca 12 Brygady Zmechanizowanej (2002-2003) i (2004-2005)
  • dowódca brygady Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Iraku (2003-2004)
  • zastępca szefa Zarządu Współpracy i Bezpieczeństwa Regionalnego w Międzynarodowym Sztabie Wojskowym w Belgii (2005-2006)
  • Narodowy Przedstawiciel Łącznikowy w ACT Norfolk w USA (2008-2011)

W 2013 roku wydał książkę pt. „ Baczność! Spocznij! Meandry i wyzwania. Wspomnienia i refleksje ze służby wojskowej 1969-2011.

Comments are closed.